Chodziłem po ciemnym lesie już dobre kilka dni. Nie spotkałem nikogo i zaczynało mnie to smuci. Nie miałem co robić. Spojrzałem w niebo i westchnąłem. Była noc.
- Dobra czas się przejść. - powiedziałem sam do siebie. Nagle usłyszałem wyjące wilki. Szybko poszedłem w tamtą stronę i zauważyłem klacz otoczoną przez zgraje warczących psów. Wpatrywałem się tak w nich puki jeden z wilków mnie nie wywęszył. Stałem w postaci człowieka, ze sowim rozciętym uśmiechem. W oczach wilka widać było strach i większość z nich uciekła za nim. jednej jednak został przy klaczy. Jednak zmienił swoją ofiarę i obrócił się w moją stronę. Spojrzałem w jego oczy i wbiłem mu nóż w brzuch.
- Go to sleep. - powiedziałem cicho przecinając wilkowi tętnice.
< Klaczo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz